Mobilny punkt gastronomiczny, automat skręcający papierosy, a może firma usuwająca graffiti? Pomysłów na zyskowną małą firmę jest sporo.

Każdy wielki biznes zaczyna się od przedsięwzięć niewielkich, napędzanych marzeniami i pracą przedsiębiorczych umysłów i rąk. Małe i średnie firmy to ponad 99 proc. polskich przedsiębiorstw, nakręcają połowę PKB i zatrudniają 2/3 osób z sektora prywatnego. Wiele z nich dla swoich właścicieli jest nie tylko źródłem utrzymania, ale też miejscem realizacji własnych pasji. By podzielić ich doświadczenie, trzeba połączyć swoje zainteresowania z dochodowym modelem biznesowym.

Głód odjeżdża na kółkach

Wiele osób w objęcia własnego biznesu pcha fascynacja kulinariami. Chęć posiadania własnej knajpy to marzenie niejednego domorosłego (a tym bardziej profesjonalnego!) kucharza. Niestety, biznes w gastronomii wymaga sporych nakładów finansowych. Meble, obsługa, półprodukty i remont związany z koniecznością montażu specjalistycznych sprzętów i elementów wentylacji – lista kosztów inwestycyjnych jest długa i już na starcie pompuje balon z wydatkami do wysokości setek tysięcy złotych. Niższych kwot inwestycji można szukać, decydując się na współpracę z doświadczonym franczyzodawcą, ale i we franczyzie gastronomia to kosztowny biznes. W ubiegłym roku średnia wartość inwestycji we franczyzową restaurację sięgnęła 204 tys. zł.

Część franczyzodawców znalazła jednak sposób, by umożliwić partnerom otwarcie własnego lokalu przy zaangażowaniu niższych środków.

Ich pomysł był prosty – zrezygnować z kosztownych prac nad remontem i wykończeniem lokalu, a knajpę postawić na… kółkach. Na taki krok zdecydowali się franczyzodawcy sieci 7th Street. Do tej pory ich bary powstawały w galeriach i przy ulicach, przez co koszty otwarć niejednokrotnie przekraczały 200 tys. zł. Ich nowy koncept pod nazwą Meat & Fit ma przyciągnąć inwestorów z nieco mniej zasobnym portfelem. Mobilne bary powstaną w specjalnych przyczepach i food truckach. Będzie można je uruchomić za kwotę w granicach 100 tys. zł.

– Trudno mówić o lokalu, bardziej adekwatną nazwą będzie raczej określenie punkt gastronomiczny. W Meat & Fit przewidujemy maksymalnie 2-5 stolików lub sprzedaż tylko na wynos z tzw. okienka – mówi Łukasza Błażejewski, menedżer ds. franczyzy 7th Street i Meat & Fit. – Nie są to lokale typu fast food, ale zamówienie na pewno dostaniemy znacznie szybciej niż w restauracji 7th Street, gdyż nie występują tutaj procesy pośrednie, takie jak zebranie zamówienia, wprowadzenie go do systemu POS (komputer z dotykowym ekranem – przyp. red.), przekazanie do kolejki na kuchni itd. W Meat & Fit od razu po złożeniu zamówienia zaczyna się przygotowywanie dania.

Na „mobilne” rozwiązanie zdecydował się też Wojciech Goduński, który w rodzimej gastronomii dał się poznać jako franczyzodawca niedrogich pomysłów na własne pizzerie Biesiadowo i Crazy Piramid Pizza. Od kilku miesięcy proponuje fran-czyzobiorcom również ruchome smażalnie ryb pod szyldem Rybkodajnia. Za przyczepę-kuchnię trzeba zapłacić 34 tys. zł netto.

– Nasi potencjalni franczyzobior-cy zdają sobie sprawę, że na polskim rynku wciąż jeszcze istnieje przestrzeń dla barów rybnych. Również z tego, że można na tym zrobić całkiem dobry interes – przekonuje Goduński. -Oprócz pierwszego naszego punktu w Uniejowie funkcjonuje już lokal stacjonarny w Ostródzie oraz przyczepa gastronomiczna w Łodzi. Codziennie dostajemy kilka zapytań od potencjalnych franczyzobiorców.

Bo było za drogo

Franczyzodawcy restauracji Meat & Fit postanowili przyciągnąć inwestorów z nieco mniej zasobnym portfelem. Zaproponowali mobilną formę biznesu gastronomicznego – w specjalnych przyczepach bądź food truckach. Będzie można je uruchomić za kwotę w granicach 100 tys. zł.

Graj w zielone

Przedsiębiorcy dysponujący kwotą 100 tys. zł mogą też poszukać szczęścia na spokrewnionym z gastronomią rynku spożywczym. Jednak zamiast inwestować w tradycyjny sklep spożywczy, warto rozważyć pomysł wejścia w branżę artykułów ekologicznych. Obecnie stanowi ona raptem 0,3 proc. całego rynku spożywczego, ale to „raptem” warte jest 600-650 mln zł. A niskie udziały oznaczają często spory potencjał wzrostu. Jak szacuje firma Bio Planet, największy polski dystrybutor produktów ekologicznych, zapotrzebowanie na tego typu artykuły będzie rosnąć w tempie 20 proc. rocznie. Dziś wydatki na żywność BIO w budżecie przeciętnego Polaka wynoszą raptem 3 euro rocznie. Dla porównania Duńczycy wydają 159 euro, a Szwajcarzy -189 euro.

W miarę podnoszenia się świadomości Polaków w zakresie odżywiania wzmacniać będzie się też popyt na sklepy, oferujące produkty ekologiczne. Na razie w Polsce działa ich ok. 600, z czego ponad 10 proc. zlokalizowanych jest w Warszawie. Większość z nich, choć pozycjonuje się w kategorii BIO, ma asortyment tylko w nieco ponad połowie złożony z produktów ekologicznych. Niewiele jest sklepów, w których stanowią one ponad 90 proc. oferty – co w zachodnich krajach jest standardem.

Pole do popisu jest zatem szerokie, choć z takim biznesem lepiej startować w dużych miastach, gdzie trendy żywieniowe zmieniają się szybciej niż w niewielkich miejscowościach. Jest jeszcze kwestia własnego nastawienia do „zielonej” żywności.

– Aby zrozumieć rynek zdrowej żywności, trzeba utożsamiać się z nim. Właściciel ekologicznego sklepu nie może jedzenia z fast foodu zagryzać suplementami diety z apteki, a przy tym palić jak smok – wyjaśnia Agnieszka Olędzka, właścicielka sieci Żółty Cesarz.

Własny sklep pod tym szyldem otworzyć można we franczyzie, dysponując kwotą rzędu 70-80 tys. zł. Sieć liczy obecnie 17 placówek. Prowadzenie sklepu można połączyć z gabinetem udzielającym porad dietetycznych. Można też dodatkowo serwować bioposiłki.

Jak wyjść na czysto

Firma sprzątająca to jeden z tych biznesów, na których usługi zapotrzebowanie nie mija, gdy koniunktura słabnie. Do założenia zwykłego serwisu dbającego o czystość nie potrzeba dziesiątek tysięcy złotych. Taki kapitał przyda się jednak, jeśli zechcemy zarabiać na nieco poważniejszych pracach porządkowych niż sprzątanie biur czy mieszkań. Mycie elewacji i usuwanie graffiti ze ścian to wyzwania, którym stawić czoła można tylko ze specjalistycznym sprzętem wysokociśnieniowym. Ale jeśli już dokonamy inwestycji i umiejętnie „zakręcimy” się wokół intratnych zleceń, interes ruszy z kopyta.

Potwierdzają to doświadczenia przedsiębiorców, którym już udało się rozwinąć skrzydła w branży. Warszawska firma Clean City ma w swoim cenniku cały wachlarz specjalistycznych prac porządkowych – od czyszczenia ścian i fasad, przez usuwanie graffiti i zabezpieczanie przed jego powstawaniem, po impregnację materiałów i czyszczenie na wysokościach. Przedsiębiorstwo ma oddziały w największych polskich miastach, a każdego dnia jego właściciele odbywają po kilka spotkań z klientami. Znaczna część zleceń pochodzi od instytucji publicznej. Aktywne uczestnictwo w przetargach to klucz do sukcesu – dzięki niemu firma zyskuje przede wszystkim źródło zarobku, ale też szansę na autopromocję. Dzieje się tak, gdy czyszczenia wymaga obiekt znany albo budzący kontrowersje. Clean City poprzez takie „fuchy” trafiało do mediów już kilkakrotnie, m.in. wtedy, gdy pracownicy otrzymali zadanie usunięcia bazgrołów z pomnika żołnierzy radzieckich w warszawskim parku Skaryszewskim. Napisy „1940 Stalin Beria 2010 Putin Tusk” zniknęły, a firma zarobiła ok. 3 tys. zł. Clean City myło też stołeczne dworce Powiśle i Ochota i usuwało graffiti z Pasażu Muranów i spółdzielni Torwar. A że prace porządkowe w takich miejscach interesują mieszkańców, to i prasa chętnie o nich wspomina. Woda na młyn właścicieli biznesu, który każdy taki wycinek wyłapują i wrzucają na swoją stronę.

– Każde zlecenie poprzedzone jest bezpłatną wyceną, w trakcie zlecenia i po jego wykonaniu prace dokumentowane są fotograficznie – zapewniają przedstawiciele firmy.

Prywatne firmy, spółdzielnie mieszkaniowe, administracja publiczna – katalog potencjalnych klientów jest obszerny. I jeśli dba się o biznes, to na brak zleceń narzekać nie można.

Nałogowcom z odsieczą

Wśród pomysłów na małą firmę nie brakuje i takich, które pozwolą zarobić na cudzym nałogu. O wyzysku mowy jednak nie ma, wręcz przeciwnie – palaczom, bo o nikotynowy nałóg chodzi, ten biznes przynosi finansową ulgę. Mowa o automatach wyrabiających i sprzedających papierosy w cenie ok. 6 zł za 20 sztuk. Nic dziwnego, że maszynki te zdążyły już wzbudzić wiele kontrowersji. Niedługo po tym, jak pojawił się pierwszy automat, urzędnicy skarbowi zarzucili jego właścicielom, że ci nie płacą akcyzy od sprzedawanych papierosów, po czym wzięli się do rekwirowania sprzętu. A jednak prawo okazało się stać po stronie przedsiębiorców. Ostatecznie nawet Ministerstwo Finansów przyznało, że tak wytwarzane papierosy nie podlegają opodatkowaniu akcyzą i są legalne. Dlatego że to klient wyrabia je sam dla siebie, a właściciel automatu tylko udostępnia mu do tego narzędzie. Klient wybiera tytoń, maszyna „skręca” papierosy, a te wypadają luzem. Trzeba je tylko samemu wsunąć do paczki i już można inhalować się tańszym dymkiem.

Oszczędności dla palaczy sięgają nawet połowy kwoty, jaką zapłaciliby za „ramkę” w sklepie. A zyski dla właścicieli maszyn? Urządzenie napełniające glizy tytoniem można w sieci Tanie Papierosy kupić od 78 tys. zł netto. Automat sam rozdrabnia tytoń i wypluwa do 20 papierosów na minutę. Przedstawiciele firmy szacują, że zyski ze sprzedaży papierosów pozwolą pokryć koszty zakupu maszyny już po pół roku działalności. Na razie uruchomili cztery własne automaty, a kolejne 28 sprzedali franczyzobiorcom. Biznes się kręci, bo palaczy kuszonych wizją tańszych używek nie brakuje. Pytanie tylko, czy sielanki nie ukrócą ustawodawcy…

Tanie popalanie

Papierosy z automatów są o połowę tańsze, bo wieli cenie nie ma akcyzy. Interes się kręci, tylko czy ustawodawca nie zablokuje go, zmieniając przepisy podatkowe…?

 

Zarabianie na automacie do produkcji papierosów

KOSZTY INWESTYCJI

  • Kupno automatu o wydajności do 20 papierosów na minutę 78,5 tys. zl

KOSZTY WYTWORZENIA 20 PAPIEROSÓW

  • zakupu porcji tytoniu: 1,95 zl
  • zakup gliz: 30 groszy
  • opłata lojalnościowa: 40 groszy

KOSZTY MIESIĘCZNE

(przy założeniu 25 dni, w których automat będzie czynny pb 14 godzin, przy wydajności średnio 20 paczek po 20 papieros* j na godzinę)

  • kupno tytoniu: 13,9 tys. zl
  • opłaty lojalnościowe: 2,8 tys. zł
  • zakup gliz: 2,1 tys. zl RAZEM: 18,8 tys. zl

SPODZIEWANE PRZYCHODY MIESIĘCZNE

  • 5,28 zł (cena paczki) x 25 dni * 14 godzin x 20 paczek = 37 tys. zl

RAZEM: 37 tys. zl

DOCHÓD PRZED OPODATKOWANIEM:

37 tys. zl minus 18,8 tys. zl

18,2 tys. zł – przedstawione kwoty są podmę w ujęciu netto

Komentarze
Załaduj więcej podobnych artykułów
  • Praca dodatkowa

    Poszukuję osoby, która będzie mogła poświęcić kilka godzin w tygodniu na takie usługi jak:…
  • Formularz

    Komentarze …
  • Startupy

    Startupy

    SPRAWDZAJ PO TRZYKROĆ Agnieszka Lewandowska, prezes fundacji Startup School Jeśli uważasz,…
Załaduj więcej Redaktor
  • Startupy

    Startupy

    SPRAWDZAJ PO TRZYKROĆ Agnieszka Lewandowska, prezes fundacji Startup School Jeśli uważasz,…
  • Bezpieczny rozwój

    Bezpieczny rozwój

    „Pracownicy. To najlepszy sposób na długoterminowy rozwój firmy. Trudno o dobrego pracowni…
  • Biesiadowo

    Sieć pizzerii Biesiadowo

    Firma Wojtex, właściciel m.in. sieci Biesiadowo, ma powody do zadowolenia, bowiem rok 2014…
Załaduj więcej Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Praca dodatkowa

Poszukuję osoby, która będzie mogła poświęcić kilka godzin w tygodniu na takie usługi jak:…